Rozmowa będzie tym trudniejsza, że wczoraj wylądował w szpitalu. Delirka go złapała na środku ulicy, jakieś 10 minut po tym, jak się rozstaliśmy...
Widzę, jak bardzo próbuje zerwać z nałogiem. Ale on musi to zrobić dla siebie. Nie - dlatego, że będzie się łudził, że to sposób na zdobycie moich uczuć. Zwłaszcza, że nie mam dla niego nic poza przyjaźnią i współczuciem.
Ja nie chcę, i nie mogę brać odpowiedzialności za jego życie. Za długo walczyłam o odzyskanie swojego, żeby teraz znów wpieprzać się w to samo stare bagno. Opakowane w uwielbienie, i czułość, i jeszcze kilka innych miłych rzeczy, ale to nie zmienia faktu, że to to samo bagno...
Widzę, jak wracają mi stare nawyki - kontrolowania, zapobiegania, myślenia za niego... I nawet stare bóle głowy wróciły. I to jest sygnał, który uświadomił mi, jak źle się dzieje: ostatnio bóle głowy nawiedzały mnie, zanim złożyłam pozew o rozwód - lata świetlne temu. Moje ciało wysyła mi protest przeciwko temu, co robię - wrócił stary stres - i to jest sygnał nie do zlekceważenia.
Chcę pojechać do jego domu, i powiedzieć im obojgu - jemu i jego matce, że to nie jego wina. Żeby dalej szedł tam, gdzie idzie, żeby się nie poddawał. Żeby nie miał sobie za złe, jak jeszcze parę razy upadnie na tej drodze. Że upadanie i wstawanie, to nieodłączne części cyklu. Że jest tylko człowiekiem, i żeby był dla siebie dobry.
Że jest mi bardzo przykro, ale nie możemy być nawet przyjaciółmi. Że myślałam, że dam radę, ale nie dam...
Ja się za tym nie znam za cholerę, ale czy to nie jest tak, że jak on to zrobi dla Ciebie, a nie dla siebie, to przy najmniejszych problemach między Wami cała praca pójdzie na marne?
OdpowiedzUsuńSem
Dokładnie tak. Dlatego piszę, że nie chcę brać odpowiedzialności za jego życie. Jedyna opcja to taka, że on to zrobi dla siebie...
OdpowiedzUsuń