niedziela, 25 października 2009

Pana Boga zabawy w kotka i myszkę.

No i nie pojechałam.
Po tym, jak wczoraj rano Mark zadzwonił, że Sorcha ma się lepiej, że to nie ptasia grypa, i że Erin zostaje na weekend w domu - wczoraj o 1 w nocy wysłał mi sms-a, że z kolei jego młodsza córka, Kris, miała atak epilepsji, i że właśnie wsiada w samochód i jedzie do Dublina. Drugiego sms-a wysłał o 3, że dojechał na miejsce, i że zostaje z nią do poniedziałku...
Obydwa sms-y dostałam hurtem rano, jak włączyłam telefon. Na szczęście mam ludzkie odruchy - pierwszą reakcją była troska o Kris, dopiero długo, długo potem - rozczarowanie, że nasze plany znów zostają przesunięte o tydzień.
Poza tym rozczarowanie nie trwało długo - zgodnie z adoptowaną przeze mnie filozofią życiową, wszystko w życiu dzieje się po coś. Widocznie nie powinnam była dziś - prowadzić samochodu, jechać do Enniscorthy, spotykać się z Markiem (niepotrzebne skreślić). Może gdzieś na tej drodze zdarzy się paskudny wypadek, a może to ja bym go spowodowała, biorąc pod uwagę, że obudziłam się z paskudnym, quasi migrenowym bólem głowy. Albo...
Nie ma co zgadywać.
Tak miało być.
Najważniejsze w tym wszystkim, że Mark, mimo troski o Kris i pośpiechu, wysłał mi te sms-y. Jeszcze dwa miesiące temu wysłałby tylko jeden - pierwszy - żebym nie jechała na próżno. Ten drugi sms był kolejnym potwierdzeniem, że jednak coś się zmieniło na lepsze w jego stosunku do mnie.
A ja, w związku z powyższym, mam całe dwa dni dla siebie :P
Dziś idę na zakupy i do kina - Imaginarium Dr. Parnassussa wygląda obiecująco.
A jutro, jeśli nie będzie padać, zabieram Bridget na przejażdżkę. Pojedziemy sobie na lunch gdzieś, za miasto :))
A teraz idę do kościoła :) Pogadać sobie z Panem Bogiem o wydarzeniach ostatniego tygodnia ;)))

5 komentarzy:

  1. Gratuluję pozytywnego podejścia do życia :).

    Z takim nastawieniem tydzień wcale nie potrwa długo. Tygodnie mogą mijać jak z bicza strzelił albo ciągnąć się w nieskończoność. Oby Twój był krótki i przyjemny.

    A miałaś jeszcze potem jakieś wieści? Jak się czuje Kris?

    OdpowiedzUsuń
  2. Żadnych :( Dlatego trochę się martwię. Te ataki mają do siebie to, że są czasem jak trzęsienie ziemi - po pierwszym są wstrząsy wtórne.
    A może po prostu nocna jazda, i kilka godzin z Małą tak go wykończyły, że poszedł spać :)
    Czekam na wieści dzisiaj...

    OdpowiedzUsuń
  3. Mała ma się lepiej :) Mark spał do południa - tak, jak przypuszczałam, wykończony...
    Ale najważniejsze, że już jest lepiej :))

    OdpowiedzUsuń
  4. No to się bardzo cieszę :). Spędziłam dzisiaj cały dzień na uczelni, walcząc z kiepskim netem, więc nawet nie próbowałam pisać komentarza. Ale myślałam o Was intensywnie.

    A udał się lunch za miastem?

    OdpowiedzUsuń
  5. A-uto nie zaskoczyło przed południem :D Odpaliło natomiast bez problemu ok. 3 po południu...
    Mój samochód ma widocznie swój własny umysł :) Albo mój anioł stróż czuwa... A-uto idzie do warsztatu w tym tygodniu, i dopiero potem będę go intensywniej używać.

    OdpowiedzUsuń