piątek, 2 października 2009

Dupa... czyli podsumowanie, albo nekrolog...

Urodził się 15 maja 2007 roku. Nigdy nie był stabilny. Z zapaści przechodził w stany euforyczne, i znów zapadał się w sobie. Umierał od lutego tego roku, kilkakrotnie. Widziałam dobrze zbliżający się koniec. A dziś nadszedł dzień, żeby pożegnać go na dobre, opłakać... i pochować.
Mój zwiazek z Markiem.
May the dead lie, and may the living dance...
Jolka mówi, że każdy alkoholik kiedyś w końcu wraca do nałogu. Pieprzysz, Jolka. Ten nie wróci. Wiem dobrze, poznałam go na tyle, żeby wiedzieć. Tak samo, jak nie wróci do mnie. Wykreślił mnie ze swojego życia, jak 13 lat temu alkohol. Ale w końcu sama go o to poprosiłam, nie?
Pamiętam doskonale naszą pierwszą rozmowę. Miałam cholernego doła. Zaczęliśmy gadać na skypie ok. 8 wieczorem, i... ani się nie obejrzałam, jak była 4 rano. Po tych cholernie długich latach, kiedy mój mąż sprawił, że czułam się jak nic nie warte gówno, wreszcie znów czułam się jak kobieta. Atrakcyjna. Zmysłowa. Podziwiana. Pożądana.
I tak mi już zostało od tamtego dnia.
I za to jestem Markowi cholernie wdzięczna.
I za terapię. To za jego namową zaczęłam szukać pomocy.
Za wszystkie następstwa terapii - rozwód, odzyskanie kontaktu emocjonalnego z dzieckiem, z rodziną, ze sobą samą. Kompletną zmianę swojego życia.
I wreszcie - za Irlandię. Za pierwszą wizytę tutaj. Za gościnę przez pierwsze dwa miesiące, kiedy wyemigrowałam. I za wiedzę o tym kraju.
To jest najgorsza część - gdzie nie spojrzę, wszystko mi go przypomina. Ale to minie. Jak znów będę zakochana.
Za nasze rozmowy, które były dalszym ciągiem mojej (i jego pewnie też) terapii.
Za śpiewanie w kuchni, kiedy gotował. W łazience, pod prysznicem. W samochodzie. W sklepie... :DDDD Wariat...!
Za przepis na curry.
Za najlepszy seks w całej pierdzielonej Galaktyce... Za to, że czułam go każdą cząsteczką ciała i duszy.
Będzie mi go cholerycznie brakowało.
Wysłałam dziś do niego sms, i otrzymałam raport z doręczenia - message not delivered.
Co znaczy, że mnie zablokował.
Koniec.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz