wtorek, 27 października 2009

My Soldier Boy.

Pojechałam dziś do koszar Marka, zostawić samochód do naprawy.
Fajne to ichnie wojsko - nikt nie robił problemu, że obcy cywil wjeżdża na teren jednostki :DD
Hehe... Ruch się zrobił, jak wysiedliśmy (Mark dosiadł się do mnie przy bramie, żeby mi pokazać drogę) - od razu paru kumpli się zmaterializowało, żeby mnie obe... to znaczy, żeby coś załatwić w warsztacie :PP
Nie, nie zamieniliśmy nawet słowa na nasz temat :) To nie było miejsce i czas po temu.
Nawet się nie dotknęliśmy. Ale jak tak stał na schodach do swojego biura, pokazując mi, gdzie jest przystanek autobusowy (samochód musiałam zostawić - muszą spróbować odpalić go rano, jak przyjechałam nie było żadnych problemów z zapłonem), i popatrzyliśmy na siebie w pewnym momencie, to widziałam, że on ma taką samą ochotę zedrzeć ze mnie ciuchy, jak ja z niego...
No cóż.
To nie jest jakiś super atrakcyjny facet. Łysy... OK - ogolony, wojskowa modła ;))
Korpulentny. Chociaż... ta jego korpulentność, to jedna wielka kupa mięśni, którą absolutnie uwielbiam :))
Sporo niższy ode mnie... (ale lubi żartować, że przynajmniej mniejszy nie jest :DD)
Ale za to - jak się uśmiecha...
A na dodatek w oczach ma coś takiego, że jak na mnie spojrzy, to topię się w środku, jak "mniut" :)) I kolana mi miękną. I "wogle".
I te sto procent faceta w facecie, o których już pisałam :))
Mój przystojny żołnierz :)
Obawiam się, że jestem poważnie zakochana...

10 komentarzy:

  1. O rany, Matka, czemu ja nie wiedziałam, że on jest żołnierz?! *___*

    A przyszły łikend to ty będziesz mieć ciekawy, nie ma co...

    :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie to ładne, co ładne, ale co się komu podoba. Miłego weekendu :P

    OdpowiedzUsuń
  3. To się tu nazywa "dirty weekend", Dziewczyny :DDD Jak ja będę do domu jechała, po tej nieprzespanej nocy... :PP

    OdpowiedzUsuń
  4. Że zacytuję dialog z Losta:
    "- And how EXACTLY are we going to move the island?
    - Very carefully."

    OdpowiedzUsuń
  5. Ano, chyba że "very carefully"... :P

    Córcia - naprawdę ci nie mówiłam, że żołnierz? Byłam przekonana, że mówiłam... Żołnierz, i to objeżdżony po różnych misjach pokojowych :))

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja też nie wiedziałam, że żołnierz. I po Twoim opisie jestem skłonna nawet odstawić na półkę swoje uprzedzenia w stosunku do przedstawicieli tej szlachetnej profesji ;).

    OdpowiedzUsuń
  7. Są żołnierze, i Żołnierze :) Wszędzie - u nas też.
    Profesjonalni żołnierze, ci którzy jeżdżą na misje, i naprawdę zaglądają niebezpieczeństwu w oczy, to jest zupełnie inny sort ludzi. Wystarczy popatrzeć na chłopaków z GROM-u, czy na tych, którzy byli w Nangar Khel (mam nadzieję, że dobrze napisałam) - jak się słuchało wywiadów z nimi, to widać było wyraźnie różnicę między nimi, a tzw. "trepami" od gnębienia poborowych...

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam w bliskiej rodzinie zawodowego oficera i to jest przykład człowieka, któremu wojsko zaszkodziło. Przede wszystkim na kulturę osobistą. Choć pewnie równie źle wpłynęłaby na niego każda inna praca, w której miałby władzę nad ludźmi. Nie lubię go głównie za to, że za każdym razem, kiedy się widzimy, próbuje mi układać życie.

    Wygląda na to, że będę musiała zrobić wyłom w swoim prywatnym stereotypie ;).

    OdpowiedzUsuń
  9. Mark potrafi bluźnić, jak... żołnierz :)) I mieć jeszcze kilka zachowań samca alfa, do tego :DD
    Ale jakbyś go wpuściła na salony - to nie powiedziałabyś, że żołnierz. Ani po słownictwie, ani po zachowaniu.
    No, chyba, że akurat byłby w swoim nastroju "jestem kim jestem, i mam wszystkich w nosie" :) Wtedy będzie dzwonił łyżeczką o kubek celowo :P Bo Mamusia go uczyła, żeby tego nie robić... ;))

    OdpowiedzUsuń
  10. Ale jak będziesz chciała pogadać o Freudzie czy Shakespearze - to też nie ma sprawy :))

    OdpowiedzUsuń