piątek, 23 października 2009

Shit happens...

No i tak się cieszyłam na nadchodzący weekend. A tu dupa...
Młodsza siostra Erin, starszej córki Marka, została przewieziona do szpitala z podejrzeniem świńskiej grypy. Jest pod kroplówkami, w ciężkim stanie. W związku z tym matka dziewczynki poprosiła go o opiekę nad Erin, która dodatkowo jest nieźle roztrzęsiona, martwiąc się o siostrę. Byłoby nieporozumieniem, żebym mu się teraz zwalała na głowę. Dzieci zawsze miały dla Marka priorytet. I dobrze.
Poza tym - nasze najbliższe spotkanie wymaga kameralnej atmosfery. Żeby można było spokojnie pogadać. Pobyć ze sobą. Nacieszyć się sobą.
No i jeszcze muszę myśleć o bezpieczeństwie własnym i Bridget - jeśli Erin też załapała wirusa, mogłabym go od niej przejąć ja, i - nie daj Boże - przekazać dalej Bridget...
Czekałam na tego faceta całe życie.
Jeden tydzień dłużej nie robi wielkiej różnicy... ;)))

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz