Ale muszę tę notkę napisać :)
Rok temu też nie spałam :)
Pakowałam walizki. I rozmyślałam...
Jak zmieścić całe życie do 15 kg torby? Plus 10 kg bagażu podręcznego...?
Książki, płyty...
Czy resztka kasy na karcie kredytowej wystarczy na życie, dokąd nie znajdę pracy?
A co będzie, jak nie znajdę? Recesja już się wtedy zaczynała...
Jak zadomowię się w Irlandii?
W Austrii było mi paskudnie - zupełnie mi tamta nacja nie odpowiadała...
Daria. To że nie zabieram jej ze sobą...
Paskudne uczucie, zostawić dziecko. W oczach wielu osób robię za wyrodną matkę...
Mała trzymała się dzielnie, dokąd nie przeszłam za barierkę. A potem, jak myślała, że jej już nie widzę, popłakała się na ramieniu mojego brata - nie chciała mnie utrudniać rozstania. Moja Dzielna Mała Dziewczynka.
Ryczałam, jak samolot startował... A potem się pozbierałam. Podjęłam decyzję i miałam zamiar konsekwentnie ją realizować.
No i Mark. Nasze pierwsze spotkanie po niemal roku, czysto korespondencyjnym...
Jego - najpierw namowy, żebym przyjechała, a potem - odradzanie. Bo go strach zaczął łapać...
Oczywiście, tradycyjnie, spóźnił się po mnie na lotnisko :D
A potem, okazało się, że Niecierpliwiec nie chciał czekać dwóch godzin, żeby mnie wieźć do domu :D Zarezerwował pokój w hotelu, w Dublinie :)
"Nie ruszaj się, Kobieto... Nawet nie drgnij..." :)))
(przepraszam za ten ekshibicjonizm, ale to w końcu mój blog, i mam se prawo powspominać, nie? :)) )
Docieranie się - co inszego jest - spotkania na neutralnym gruncie, a co inszego - mieszkanie u kogoś w domu...
Jego dziewczynki - na szczęście tu nie było problemu :) Dogadałyśmy się z mety :)
A potem - 3 miesiące bezskutecznych poszukiwań pracy... Pieniądze topniały. A ja, jak ten tonący z brzytwą - nie poddawałam się.
I w końcu - jest! :)
Na tydzień przed planowanym powrotem do Polski. Na koncie zostało mi mniej, niż sto euro...
W Dublinie, z zamieszkaniem, opieka nad starszą panią...
Pojechałam na interview z duszą na ramieniu - a co będzie, jak Babcia jest marudna i złośliwa? Jak ja to wytrzymam? Mieszkać pod jednym dachem...
A potem okazało się, że z Bridget dogaduję się lepiej, niż z własną matką. A i Dublin, którego w początkowych poszukiwaniach tak bardzo unikałam (potrzebna mi była ta wiejska sielanka bardzo, na początku), jest świetnym miastem, pełnym uroku i życia.
Dziękowałam Bogu za każdy kolejny dzień.
I nadal dziękuję.
I - oby tak do końca życia :)))))
Amen.
Jesteś bardzo dzielną kobietą, wiesz? I żywym dowodem na to, że dzielność się opłaca :). Gratuluję i oby tak dalej.
OdpowiedzUsuńNawet jak się czegoś bardzo chce, to to samo nie przyjdzie - trzeba wyciągnąć rękę i sięgnąć po to.
OdpowiedzUsuńMam zamiar sięgać po wszystko, czego chcę w życiu. Nie mam nic do stracenia - jedyne, co się może stać, to - że mi się nie uda.
A to nie jest przecież koniec świata. ;)))