wtorek, 17 listopada 2009

Jaś nie doczekał...

No i dupa.
Nie będzie szalonego weekendu w Enniscorthy.
Skończyło się, zanim się na dobre zaczęło.
Ale może to i dobrze.
Trochę mi żal tych dwóch lat, silnych, w końcu emocji. Lubiłam być z Markiem. Uwielbiałam być z Markiem. Nie znosiłam tylko tego, że nigdy nie wiedziałam, czego się mogę spodziewać.
Dalej uważam, że nie popełniłam aż tak wielkiego grzechu, składając mu niezapowiedzianą wizytę, żeby było to coś nie do wybaczenia. Owszem, naruszyłam jego prywatność, ale to jest coś, o czym można porozmawiać, wyjaśnić sobie różnice w osobistych granicach. No cóż, widocznie dla niego nie jest. Co tylko potwierdza to, czego cały czas się obawiałam, i co, co jakiś czas, odzywało się w mojej głowie - nigdy nie byłabym szczęśliwa z tym facetem. Coś jak Scarlett i Ashley - dwoje ludzi, wzajemnie sobą zafascynowanych, ale kompletnie nie dla siebie.
Zastanawiałam się, jaka byłaby idealna kobieta dla Marka. I wyszło mi na to, że taka, do której by coś czuł... lol lol
A on boi się cokolwiek czuć. Więc takiej kobiety nie ma. I nie ma znaczenia, jak wiele chciałabym mu dać. On po prostu nie chce tego wziąć. Albo - boi się konsekwencji tego, co by się mogło stać, gdyby zaakceptował moje uczucia. Strach przed zranieniem jest w nim silniejszy, niż strach przed samotnością...
Cóż...
Muszę to przetrawić, zaakceptować, i... życie toczy się dalej.
Idę do kina na "Facetów, którzy gapią się na kozy".
Komedia, to był jedyny wybór dla mnie na dziś.
I zakupy.
Piżamkę muszę sobie kupić na zimę. I golf. I pikowaną kamizelkę.
Przeżyję :)))

4 komentarze:

  1. jasne, że przeżyjesz, my,kobietki nie takie rzeczy przeżywamy :)
    piżamkę też muszę sobie nabyć i szalfrok....sie mi marzy taki ciepluuutki
    a strach przed zranieniem może być większy niż przed samotnością, bo to jeszcze trzeba wiedziec,co dla kogo owo słowo oznacza, z mojego doświadczenia, dla każdej istoty tak naprawdę zupełnie co innego.... ale, to tylko moja własna osobista obserwacja, zawsze mogę się mylić
    MMW

    OdpowiedzUsuń
  2. Kupiłam golf i kamizelkę - obadwa w kolorze ecru :P
    Piżamkę nabyłam w fioletach. Za szlafrokiem dopiero się rozglądam :) I paputki jeszcze sobie kupię :))
    Zależało mi na tym facecie bardzo... Ale zmęczyłam się tą walką o niego.
    Cuś mniej skomplikowanego mi się marzy. Bardziej przewidywalnego. Bezpieczniejszego.

    OdpowiedzUsuń
  3. "Piżamkę muszę sobie kupić na zimę. I golf. I pikowaną kamizelkę."

    Zlecialam z siedziska, ksztuszac sie i charkoczac walilam lbem o podloge pojekujac: "Piiiza...aamkaa...". Gdyz albowiem bedac wizytujaca kultowy sklep Penis zobaczylam w nim stroje specjalnie przystosowane do miejscowego klimatu: ciepla pizamka, szlaftoczek i papucie w jednym. Czyli niemowlece spiochy z polaru uszyte w rozmiarze dla doroslych. W roznych kolorach, posrodku korpusu wszyty pionowy suwak. I nie, wcale nie byly to resztki oferty przebierankowej na Haloween. Zdjecia musze porobic, bo znajomi w Polsce nie uwierza. Czy ktokolwiek to kupuje, mam na mysli osoby wzglednie normalne?

    Ps. trafilam tu z Pensjonatu pod tujami, na ktory z kolei dotarlam z Mirriel, ktore podczytuje anonimowo od prawie roku. I pomyslec, ze fizycznie mieszkam 30 km od Dublina. Inny swiat, niestety:(

    Drzazga

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj, Drzazga :) Dopiero teraz zobaczyłam Twoje komentarze, bo z jakiegoś powodu yahoo Cię do spamu władowało :P
    Piżamki w Penisie też widziałam :DD Nawet ktoś mi chciał takową sprezentować - powiedziaam, że zabiję... ;)
    Aktualnie w-Polszczem, na święta, ale jak fizycznie tak blisko mnie mieszkasz, to może byśmy się jakoś po Nowym Roku spotkały? :))

    OdpowiedzUsuń