piątek, 27 listopada 2009

I znów jest różowo... :)))

Wiem, obiecywałam sobie, że odpuszczam. Że już nigdy...
Może to jest współuzależnienie. Może jakaś inna chora zależność. A może miłość...
Na pewno nie podlega to pod rozum.
Nieważne.
Ważne jest to, że jak na skrzydłach polecę jutro (jak się uda), albo w niedzielę do Enniscorthy :))))))

2 komentarze:

  1. Ja, sierota geograficzna nawet przejrzałam sobie poprzednie notki i nie znalazłam. Czy w Enniscorthy są przypadkiem koszary?

    OdpowiedzUsuń
  2. :DDD Nie, koszar nie ma :) Jest dom Marka :)
    Dom, w którym mieszkałam przez pierwsze 2 miesiące mojego pobytu w Irlandii, zanim znalazłam pracę w Dublinie.
    A żeby było fajniej - w poniedziałek mija rok, odkąd tu jestem... Ot takie miłe świętowanie rocznicy nam się szykuje ;)))

    OdpowiedzUsuń