piątek, 6 listopada 2009

Jeże się jeżą, a łosie mają w nosie...

No i co ja mam, kurwa mać, zrobić z tym facetem?
Przejechałam się 120 km w jedną stronę, i 120 w drugą. Z podwójnym tankowaniem paliwa, i postojem na siusiu - wyrobiłam się w 5 godzin. Nieźle, nie? Jako kierowca, jestem z siebie całkiem zadowolona.
Mark nawet nie wpuścił mnie do domu...
Potężna panika z jego strony - co ja tu robię?! Przecież go nie uprzedziłam.
Znając jego przeszłość, jestem w stanie zrozumieć, co się stało. Któraś z poprzednich pań kontrolowała go niezapowiedzianymi nalotami. Włączył mu się odruch psa Pawłowa, zanim zdążył pomyśleć...
Nawet się nie wkurwiłam za bardzo. Liczyłam się z taką możliwością - więcej, wsiadając do samochodu miałam jasne przeczucie, że nie powinnam tego robić...
Jak zwierzę - jak jest ranne, albo chore - chowa się do nory, i gryzie, jak mu ktoś tam rękę wsadzi.
Jak wyzdrowieje, to wrócą zdrowe odruchy. Mam nadzieję.
Na razie - jutro przyjeżdża do mnie moje Dziecko. W niedzielę i poniedziałek zabieram ją na wycieczkę do Galway, Connemary i Mayo :) We wtorek idziemy na zakupy. Będziemy się świetnie razem bawiły. I nic innego się teraz dla mnie nie liczy :))))

8 komentarzy:

  1. Ogarnąć się i nie robić głupot, skoro sama wiesz, że to głupoty :PPP

    Cieszę się, że Daria przyjeżdża :))))) Uściski dla Was obu :***

    OdpowiedzUsuń
  2. Taaa jest! :))
    Teraz się muszę uzbroić w cierpliwość i czekać na ruch z jego strony.
    Jak ja to lubię...

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj, to widać że te odruchy mocno zakorzenione... Żeby Ciebie nie wpuścić? ;]

    OdpowiedzUsuń
  4. Jego terytorium - a ja się pojawiłam niezapowiedziana.
    Długo by tłumaczyć, Orion. Ja wiem, czemu się tak zachował. I nie mam do niego pretensji - pretensje mam do siebie...
    Bardziej mnie ciekawi, co wywołało u niego tak wielką panikę, że się "zabarykadował". Podejrzewam, że wiem... Może się dowiem, jak następnym razem wreszcie będzie nam dane porozmawiać...

    OdpowiedzUsuń
  5. Mój komentarz był oczywiście pół żartem-pół serial.
    A co do paniki - może po prostu dlatego że tak go z zaskoczenia wzięłaś? Że nie miał czasu się przygotować? Że niczego nie miał pod kontrolą (a przecież my kochamy mieć wszystko pod kontrolą, nieważne czy mamy lat 16 czy 40 ;])?

    OdpowiedzUsuń
  6. Orion, a ty się wybierasz na psychologię?
    :DDD
    Dokładnie chodzi o "manie rzeczy pod kontrolą".
    Moja ostatnia ważna rozmowa z tym facetem dotykała tego tematu parę razy. A konkretnie powiedział mi bardzo wyraźnie, że dlatego się rozstaliśmy poprzednim razem, że on czuł, że traci kontrolę nad pewnymi sprawami, i to go przeraziło...

    OdpowiedzUsuń
  7. Szczerze? Najprostsze wyjasnienie: akurat wizytowala go w domu inna pani:/. Tak, wiem, wrednie podejrzliwy charakter mam i zawsze podejrzewam najgorsze;), ale tak sie sklada, ze na ogol najtrafniejsze sa wyjasnienia najprostsze.

    Prawdopodobnie Ty znasz go lepiej i dobrze odgadlas. Ale zeby nie wpuscic do domu, nie dac herbaty chociaz osobie, ktora tlukla sie taki kawal w takich uroczych okolicznosciach pogodowych? Nawet ja bym wpuscila i dala, nawet osobie, ktora srednio lubie, a tez nie znosze pchania sie niezapowiedzianego na moje terytorium i dziabie klem pchajacego sie.

    Daj sobie spokoj z tym facetem. on albo nei do naprawy juz jest albo nie zalezy mu na Tobie w ogole.

    Drzazga

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja też podejrzliwa baba jestem, i - szczerze? Moja pierwsza myśl była taka sama. Ale potem do mózgu zaczęła dobijać się znajomość owego faceta, i - wykluczyłam tę ewentualność. To naprawdę... hmmm... chyba mogę tak powiedzieć - nieco schizofreniczny gość jest. I... chyba go sobie właśnie odpuściłam. Mimo tego, co do niego czuję... czułam... Jakoś tak...

    OdpowiedzUsuń