wtorek, 19 stycznia 2010

Przebłyski słońca.

No, to znów mnie tu przywiało.
Grudzień był zalatany - przygotowania do wyjazdu na święta do Polski, zakupy świąteczne, a potem - dwa tygodnie z rodziną :)
Plus gryzłam się z różnymi myślami w międzyczasie. O facetach. O miłości. O życiu "wogle".
Eeeech... Może jeszcze przy okazji wrócę do tych przemyśleń.
Jak na razie spędziłam wspaniały relaksujący weekend. Pojechałam sobie w niedzielę nad Brittas Bay - zrobiliśmy sobie z Eamonnem piknik. Piękne słońce, nie wiało za mocno, morze szumiało, mewy krzyczały nad głową - fajnie :) Dużo czasu było w samochodzie, żeby pogadać. Wartościowy, spędzony wspólnie czas.
Nie szukam już kontaktu z Markiem. On też się nie kontaktuje. I tym razem to jest naprawdę koniec. I pierwszy raz czuję na to zgodę wewnętrzną w sobie samej. Chwała Bogu...

niedziela, 29 listopada 2009

Rocznica.

Spać mi się chce, jak diabli.
Ale muszę tę notkę napisać :)
Rok temu też nie spałam :)
Pakowałam walizki. I rozmyślałam...
Jak zmieścić całe życie do 15 kg torby? Plus 10 kg bagażu podręcznego...?
Książki, płyty...
Czy resztka kasy na karcie kredytowej wystarczy na życie, dokąd nie znajdę pracy?
A co będzie, jak nie znajdę? Recesja już się wtedy zaczynała...
Jak zadomowię się w Irlandii?
W Austrii było mi paskudnie - zupełnie mi tamta nacja nie odpowiadała...
Daria. To że nie zabieram jej ze sobą...
Paskudne uczucie, zostawić dziecko. W oczach wielu osób robię za wyrodną matkę...
Mała trzymała się dzielnie, dokąd nie przeszłam za barierkę. A potem, jak myślała, że jej już nie widzę, popłakała się na ramieniu mojego brata - nie chciała mnie utrudniać rozstania. Moja Dzielna Mała Dziewczynka.
Ryczałam, jak samolot startował... A potem się pozbierałam. Podjęłam decyzję i miałam zamiar konsekwentnie ją realizować.
No i Mark. Nasze pierwsze spotkanie po niemal roku, czysto korespondencyjnym...
Jego - najpierw namowy, żebym przyjechała, a potem - odradzanie. Bo go strach zaczął łapać...
Oczywiście, tradycyjnie, spóźnił się po mnie na lotnisko :D
A potem, okazało się, że Niecierpliwiec nie chciał czekać dwóch godzin, żeby mnie wieźć do domu :D Zarezerwował pokój w hotelu, w Dublinie :)
"Nie ruszaj się, Kobieto... Nawet nie drgnij..." :)))
(przepraszam za ten ekshibicjonizm, ale to w końcu mój blog, i mam se prawo powspominać, nie? :)) )
Docieranie się - co inszego jest - spotkania na neutralnym gruncie, a co inszego - mieszkanie u kogoś w domu...
Jego dziewczynki - na szczęście tu nie było problemu :) Dogadałyśmy się z mety :)
A potem - 3 miesiące bezskutecznych poszukiwań pracy... Pieniądze topniały. A ja, jak ten tonący z brzytwą - nie poddawałam się.
I w końcu - jest! :)
Na tydzień przed planowanym powrotem do Polski. Na koncie zostało mi mniej, niż sto euro...
W Dublinie, z zamieszkaniem, opieka nad starszą panią...
Pojechałam na interview z duszą na ramieniu - a co będzie, jak Babcia jest marudna i złośliwa? Jak ja to wytrzymam? Mieszkać pod jednym dachem...
A potem okazało się, że z Bridget dogaduję się lepiej, niż z własną matką. A i Dublin, którego w początkowych poszukiwaniach tak bardzo unikałam (potrzebna mi była ta wiejska sielanka bardzo, na początku), jest świetnym miastem, pełnym uroku i życia.
Dziękowałam Bogu za każdy kolejny dzień.
I nadal dziękuję.
I - oby tak do końca życia :)))))
Amen.

Właściwe miejsce.

Ciche szczęście.
Tak chyba najlepiej można określić to, jak się czuję :)
Takie małe ciepłe miejsce, które zawsze gdzieś tam jest, w środku...
To nie jest tak, że nie mogłabym żyć bez tego konkretnego faceta. Albo - że nie potrafię być szczęśliwa bez Niego.
Potrafię.
Ale siedząc w Jego kuchni, czytając książkę, zerkałam na Marka gotującego wczorajszy obiad (ja dla odmiany zrobiłam dziś lunch. I zostałam doceniona :PP), podśpiewującego sobie pod nosem, jak zwykle (to jest prawda - WSZYSCY Irlandczycy śpiewają :DD), I po prostu czułam się na swoim miejscu.
Mam nadzieję, że znacie to uczucie - takiej... właściwej przynależności. Ten dom, ten widok za oknem, ta osoba obok was - jakby nie było innego miejsca na Ziemi, gdzie powinniście, a co najważniejsze - gdzie chcielibyście być :)
Od dawna nie czułam się tak zrelaksowana, spokojna. Żadnych niepokojów.
I to uczucie warte jest wszelkich starań.