wtorek, 29 czerwca 2010

Cisza.

Nie piszę nic ostatnio.
Bo co mam pisać? Że dalej jestem nieziemsko szczęśliwa? :))
Jechałam dziś wieczorem do Arklow i z powrotem - słońce świeciło, muzyka w a-ucie grała, ja z szerokim uśmiechem na twarzy... Czemu? A nie wiem. Po prostu uśmiechać mi się chciało :))
W pracy - stabilnie, z Markiem sytuacja też jest ok, Daria będzie u mnie za dwa dni - jedziemy w niedzielę do Marka, a potem robimy sobie u niego w domu bazę wypadową naszych wycieczek na południe Wyspy. Byle tylko pogoda się nie zmieniła - jak na razie jest to najpiękniejsze, ciepłe słoneczne lato w Irlandii, od lat.
Żyć, nie umierać :))))

czwartek, 3 czerwca 2010

Małe szczęścia.

Się popłakałam.
Z radości.
Gadałam z Darią na skajpie po południu. Między innymi wspomniała, że chce zadzwonić do koleżanki, z którą posprzeczała się kilka tygodni temu, i z którą nie odzywała się od tamtego czasu.
A teraz, kilka godzin później, dzwoni i mówi: "Właściwie to dzwonię do ciebie w takiej błahej sprawie... Bo rozmawiałam z Karoliną, i dwie godziny gadałyśmy, i wyjaśniłyśmy sobie wszystko - bo ona myślała, że ja jestem na nią obrażona, a ja - że ona... I jest wszystko w porządku. I znów się przyjaźnimy..."
A ja się popłakałam. Że moje dziecko zadzwoniło do mnie, podzielić się tą informacją. Że jestem dla niej tak ważna.

niedziela, 16 maja 2010

Faza.

Niniejszym informuję, że przechodzę ostatnio jakąś fazę.
Najpierw zwalałam to na PMS-a, ale za długo, i jakoś... inaczej. Przemyślenia mnie różne gniotą, czasem ryczę, czasem mam napady niepokoju...
Chyba się powinnam cieszyć - dotychczas po wszystkich tego typu historiach coś się poprawiało we mnie i w moim życiu. Ale póki co wkurwia mnie tylko moja własna osoba, i na dodatek muszę cholernie uważać, żeby jakichś projekcji po przyjaciołach i znajomych nie uskuteczniać. O Marku nie wspominając.
A ten Gnojek Jeden Irlandzki to ma jakiś czujnik na to wbudowany - za każdym razem, jak mnie to dorywa, to on się chowa przede mną do nory, i mnie unika.
I ma rację, bo w przeciwnym razie pewnie bym się na nim emocjonalnie wieszała i podwoziła. A tak, mogę sobie spokojnie własne emocje przerobić.
Tym razem i tak jest nieźle - zachowuje przyzwoite "minimum kontaktowe" :P
Chociaż rozmowy z przyjaciółmi i życzliwymi ludźmi pomagają :) Jak im tłumaczę, co mi jest, to sobie sama uświadamiam, gdzie leży problem. I git.
Może po urodzinach mi przejdzie :P