Z radości.
Gadałam z Darią na skajpie po południu. Między innymi wspomniała, że chce zadzwonić do koleżanki, z którą posprzeczała się kilka tygodni temu, i z którą nie odzywała się od tamtego czasu.
A teraz, kilka godzin później, dzwoni i mówi: "Właściwie to dzwonię do ciebie w takiej błahej sprawie... Bo rozmawiałam z Karoliną, i dwie godziny gadałyśmy, i wyjaśniłyśmy sobie wszystko - bo ona myślała, że ja jestem na nią obrażona, a ja - że ona... I jest wszystko w porządku. I znów się przyjaźnimy..."
A ja się popłakałam. Że moje dziecko zadzwoniło do mnie, podzielić się tą informacją. Że jestem dla niej tak ważna.
Awww, fantastycznie :). Aż mi się ciepło zrobiło na sercu. Dobrze jest mieć mamę, do której można zadzwonić z taką informacją. Wiem, bo sama taką mam :).
OdpowiedzUsuńNo i znowu mam łzy w oczach...
OdpowiedzUsuńWiesz, ja już strasznie za nią tęsknię - ostatnio widziałyśmy się "na żywo" w lutym...
Uch :(. Tulę bardzo mocno. Pomyśl, że już niedługo Daria będzie miała wakacje :). Jakie macie plany?
OdpowiedzUsuńJutro będę wiedziała.
OdpowiedzUsuńCzarny scenariusz jest taki, że będę musiała wykłócać się z trenerką, żeby W OGÓLE do mnie przyjechała.
Scenariusz najbardziej pozytywny - że będzie u mnie przez cały lipiec :)