sobota, 5 września 2009

Kamień z serca

Długa, szczera rozmowa wczorajszej nocy zakończyła mój "związek" z Eamonnem.
Pewnie zbyt pochopnie nazwany związkiem, zresztą.
Ale, jak to Eamonn wczoraj powiedział - dopóki nie włożysz stopy do wody, nie wiesz czy będziesz w niej pływać. Ja też chciałam spróbować, czy coś z tego wyjdzie. Niemniej - lepiej było przerwać to wcześniej, niż później - kiedy któreś z nas zaangażowałoby się na tyle, żeby czuć się zranionym. On sam czuł, że coś nie gra między nami. To po prostu jedna z tych przyjaźni, które nie powinny były przeradzać się w nic więcej.
Dobrze, jednak, że potrafimy wrócić do przyjaźni. Zależy mi na nim - jako na człowieku. Cieszę się, że zaczął coś robić ze swoim życiem - mam tylko ogromną nadzieję, że nie przestanie teraz. A jeśli przestanie, to tym bardziej będę zadowolona, że przerwałam to teraz, zamiast wbijać się coraz bardziej w rolę Florence Nightingale.
Może jednak nie jestem już aż tak bardzo współuzależniona, jak się ostatnio obawiałam...

1 komentarz: