poniedziałek, 15 marca 2010

Poniedziałkowe przemyślenia.

Dziś rano obudziłam się z monstrualnym bólem głowy i jakimś takim... "nakręceniem/podminowaniem" ogólnym.
I zaczęłam się zastanawiać, czemu.
Wczoraj całkiem udany dzień był, przecież. Zaczęłam od Kościoła z Bridget (bardzo mi był wczoraj rano potrzebny taki moment wyciszenia), a skończyłam w kinie, z Markiem. I nawet udało mi się obejrzeć kawałek filmu ;))) ("Zielona strefa" z Mattem Damonem - gorąco polecam).
Potem pojechaliśmy na plażę, i było bardzo miło i romantycznie. I, stwierdzam - noszenie pończoch pod spódnicą, dziewczyny, niezwykle podnosi poziom romantyzmu u faceta. Nie mówiąc już o poziomie hormonów.
Więc, wracając do meritum - mój ból głowy zwaliłam na rozemocjonowanie wczorajszym wieczorem. Bo różne takie miłe dreszczyki mi po plecach biegały wczoraj, jeszcze długo po tym, jak wróciłam do domu, jak sobie przypominałam niektóre jego gesty i zachowania...
A dziś rano myślałam o tym, że Mark był wczoraj dość mocno rozgadany, jak na niego - narzekał na Vivien, i na to, jak rozgrywa przeciwko niemu Kristen, ich córeczkę.
I, przez kontrast, zaczęłam myśleć o moim byłym mężu i Darii. Bo przecież moje dziecko nie widziało ojca od września 2008 - bo nie chce, bo - jak mówi - nie jest gotowa na to spotkanie.
I zaskoczyłam samą siebie - popłakałam się z żalu nad tym gnojem...
Niezależnie od tego, jaki był dla mnie - wiem, że Darię kochał/kocha. I to, że dziecko nie chce go widzieć, to musi być dla niego cholerny cios. Może nawet gorszy od rozwodu, i całej reszty. Żal mi go, że nie wie, jaka z niej wspaniała dziewczyna wyrasta...
A potem zaczęłam się zastanawiać, czy ten żal dla niego, to głupia słabość z mojej strony, czy pierwszy do dawna ludzki odruch w jego kierunku.
I - dalej nie wiem...

9 komentarzy:

  1. Dzięki za podpowiedź z pończochami ;).

    Nie mam pojęcia, jak Twój były mąż zachował się wobec Darii, skoro ona aż nie chce go widzieć, ale spodziewam się, że dla Was wszystkich wiąże się to z dużymi emocjami. Wystarczająco poplątane, żeby doprowadzić do bólu głowy. W sumie najbardziej w tym wszystkim szkoda mi Darii - nawet nie dlatego, że nie ma kontaktu z ojcem, tylko dlatego, że nie ma takiego ojca, z którym chciałaby mieć kontakt :(.

    OdpowiedzUsuń
  2. Sem - wobec Darii zachowywał się nie najgorzej. Natomiast Daria widziała doskonale, jak zachowywał się w stosunku do mnie... I teraz boi się, że w zastępstwie mnie - ją będzie tak traktował. W kwestii braku ojca, z którym chciałaby mieć kontakt - cóż... nic się z tym nie da zrobić. On jest dalej w głębokim zaprzeczeniu, i obawiam się, że już do końca życia nie podejmie terapii.
    I Daria będzie musiała z tym żyć. Na szczęście ma inne, pozytywne wzorce mężczyzn - mojego ojca, mojego brata...

    A jeśli chodzi o pończochy - TYLKO pończochy, Sem ;))) lol lol

    OdpowiedzUsuń
  3. Lol. Chyba faktycznie muszę pomyśleć o pasie do pończoch ;). Samonośne miałam na sobie raz i nie zrobię tego już NIGDY więcej.

    Trzymam kciuki za Twoją Darię :). Teraz to już wszystko może iść tylko ku lepszemu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja tu będę robić za głos zemsty i zawiści, ale on sam jest sobie winien. Ja wiem, choroba, bla, bla, bla, ale realia są jakie są. Nie nakręcasz Darii przeciw niemu, nie utrudniasz mu spotkania, mała sama zdecydowała, że nie chce się z nim widywać - sama dobrze o tym wiesz. I nie zdecydowała o tym pod wpływem chwili, ale musiała to dobrze przemyśleć, dla niej też to była trudna decyzja.
    I mówiąc ogólnie, to osobiście uważam, że dla dziecka mimo wszystko zdrowszy jest taki brak kontaktu z ojcem, niż kontakt z człowiekiem, który tkwi w chorobie, wypiera ją i nic z sobą nie robi. Oglądanie powolnego staczania się na dno na pewno małej by nie pomogło :(
    A że jest ci go szkoda... Ludzki odruch, Mamuś. Ale czasem trzeba postąpić bezdusznie, twój eks przez wiele lat dzielnie pracował na to c(zeg)o (nie) ma...

    OdpowiedzUsuń
  5. Ano, wszystko to prawda, Córcia...
    Ale i tak mam mieszane uczucia.
    A jeszcze całkiem niedawno one wcale nie były mieszane - jednoznaczne i negatywne. I chyba mnie to cieszy, bo chyba oznacza to, że wreszcie emocjonalnie sobie poradziłam z tym, co było. Amen.
    Sem - osobiście bardzo lubię samonośne. Ale pas też jest ok - pod warunkiem, że jest dobrze dopasowany.
    A mina faceta, w momencie kiedy zrzucasz spódnicę, i zostajesz w pasie i pończochach - bezcenna... :DDDD

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja się dzięki pończochom samonośnym przekonałam, że chyba jestem trochę uczulona na silikon ;).

    OdpowiedzUsuń
  7. Tu Drzazga: W kwestii pasa do ponczoch to podpowiadam Wam, dziewczyny, ze te ozdobne szmatki z dwoch trojkacikow na gumce to badziew tandetny jest i szkoda kasy. Porzadny pas trzyma na mur, zelbeton, pieknie naciaga ponczochy i jest wygodny. Przy czym uprzedzam, ze pasy, ktore maja wszyte usztywnienia - takie jakby plastikowe patyczki z przodu po obu stronach brzucha nadaja sie do stania (niekoniecznie na rogu;)), bo jak sie w takim siadzie to te pionowe fiszbinki zginaja sie brzydko i tak im zostaje. Bardzo dobre pasy, ladne i seksowne, sa w sklepie nylony.pl, tylko, ze to droga przyjemnosc jest:(. No ale maniaczka wyda ostatnie pieniadze... (trafilas do Deb?:))

    Beata, daj mlodej czas, moze za pare lat zmieni zdanie? Poczuje sie silniejsza i nie bedzie sie bala? Dobrze, ze dziadek i wujek moga jej w pewien sposob zastapic ojca, bo z doswiadczenia wiem, ze trudno dorastac dziewczynce bez taty.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziewczyny, poznajcie Drzazgę - maniaczkę zakupową, bieliźnianą :DDDD Ale i znawczynię przednią w tym temacie :)
    Odnośnie patyczków w pasie - potwierdzam - wygły się paskudnie, i tak im zostało (ale to wieki temu było) Pas, któren aktualnie posiadam żadnych patyczków nie ma, pończochy trzyma w pionie, i faceta też :DDD

    Nie byłam w Deb, Drzazguniu, bo mię kasy zabrakło... Nowe a-uto spłacam namiętnie, i benzyna mię kosztuje, coby co weekend do Enniscorthy się przemieszczać :PP No i Rodzina wymaga dofinansowania cotygodniowego... I Brat miał urodziny, więc mu prezent wysyłałam... I paczka na święta do rodziny poleciała... Ło Matko... Chyba se bilet kupię na Winning Streak, i zobaczę, co z tego wyniknie :PPP

    OdpowiedzUsuń
  9. Aaaa - a w kwestii Młodej - ja Jej daję czas, absolutnie :) Do niczego dziecka zmuszać nie będę. A mój eks sam sobie buty uszył, to je teraz ma :PP

    OdpowiedzUsuń