No więc, tak, nie da się ukryć, że zostałam zainspirowana przez koleżankę Idunię :P
Ale chyba też, niezależnie od tego, siedziała gdzieś we mnie potrzeba wygadania się. Wiecie, jak się mieszka samemu w obcym kraju, to najbardziej się tęskni (poza własnym dzieckiem, oczywiście) za babskimi pogaduchami przy flaszce wina. Albo przy kawie. Wszystko jedno - byle by to były babskie pogaduchy :))
Żeby można było powiedzieć, że się ryczało trzy dni, bo "miłośc mojego życia" okazała się być niezainteresowana tymi wszystkimi wspaniałymi rzeczami, które mogłabym mu zaoferować (lol!), że się właśnie ściąga z twarzy wspaniałą maseczkę oczyszczającą, albo że ta baba w opiece społecznej, to straszna krowa była, i ksenofobka na dodatek... :P
Takie normalne babskie sprawy ;)
Generalnie Moje Nowe Życie w Irlandii jest super :) Odnalazłam siebie - część tej dziewczyny, którą kiedyś zgubiłam, zadając się z kolejnymi śmieciami płci męskiej, plus tę nową część mnie, która kształtowała się tam w środku mnie latami, a o której nie miałam pojęcia, bo była skutecznie zagłuszana przez cały bałagan, jaki wyhodowałam sobie dokoła.
Teraz do kompletnego szczęścia brakuje mi tylko własnego kąta (a nie tylko własnego pokoju), mojego dziecka tu, przy mnie, i własnego psa. Samochód by się przydał, ale konieczny do szczęścia nie jest :)) A jakiś facet się zawsze znajdzie :DD Może nawet kiedyś ten właściwy :) A jak nie, to tragedii nie będzie - najwyżej będę ich używała tylko dla seksu :DDD
Fajnie jest, co jakiś czas, podnosić do góry głowę, idąc ulicą, i mówić (czasem nawet na głos) - Dzięki, że tu jestem. Dziękuję :))
I - może nawet wtedy padać deszcz :)) To nie ma najmniejszego znaczenia :))
AAAA, ale fajnie, że znowu piszesz. :) Mam nadzieję, że nie tylko bloga.
OdpowiedzUsuńNiniejszym dodaję Cię do listy, beaciu. :P